4 Max ConsultingElektrownia fotowoltaicznaPanele Fotowoltaiczne

Farmy fotowoltaiczne stoją przeważnie na uboczu i nikomu nie zawadzają. Zdarza się jednak, że niektórzy niszczą panele PV, kradną je lub zniechęcają innych do korzystania z ich potencjału, rozpowszechniając w przestrzeni publicznej fake newsy. Takie postępowania szkodzą transformacji energetycznej, opóźniając ją, psując jej rezultaty jak również i reputacje, co w dłuższej perspektywie działa też na niekorzyść planety

  • Na farmie fotowoltaicznej w województwie lubuskim doszło do kradzieży i podpalenia komponentów o wartości ponad 360 tys. złotych
  • W wojnie toczącej się na terenie Ukrainy Rosjanie dopuszczają się bombardowania i rabowania paneli fotowoltaicznych
  • W polskim internecie wciąż spotkać się można z szerzeniem dezinformacji i rozpowszechnianiem fake newsów na temat technologii fotowoltaicznej i jej deweloperów

Zobacz też: Sieć elektroenergetyczna główną przeszkodą dla fotowoltaiki w Polsce? Niestety, ale bez modernizacji nie udźwigniemy więcej energii

Kradzież na farmie fotowoltaicznej

W maju doszło w województwie lubuskim do nietypowego incydentu — kradzieży na terenie farmy fotowoltaicznej w Witnicy. Nakryci na gorącym uczynku złodzieje, postanowili podpalić dowody swojej zbrodni.

Do kradzieży na elektrowni słonecznej w Białczyku pod Witnicą doszło dwukrotnie. Po raz pierwszy rabusie włamali się nocą do kontenera skąd zabrali 250 paneli PV, akcesoria montażowe i parę falowników, o łącznej wartości 360 tys. złotych

Parę nocy później, 17 maja włamywacze ponownie pojawili się na terenie elektrowni w Witnicy. Gdy ochrona zawiadomiła policję, w akcie bezradności złodzieje postanowili podpalić furgonetkę, do której wcześniej pakowali kradzione panele. Wraz z pojazdem spłonęło 70 sztuk spośród 140 paneli, które usiłowali zabrać z farmy.

Aresztowano trzy osoby z Zielonej Góry w wieku 51, 38 i 22 lat, którym najpewniej zostaną postawione zarzuty, za które mogą trafić do więzienia nawet na 10 lat pozbawienia wolności.

Farma PV w Witnicy korzysta łącznie z 164 tys. paneli fotowoltaicznych za 170 mln złotych. Od 2021 r. generuje 65 MW energii, którymi jest w stanie zasilić nawet 22,5 tys. gospodarstw.

Zobacz też: Due Diligence dla projektu farmy fotowoltaicznej — obowiązkowa inwestycja we wszystko to, co musisz wiedzieć

Rosja pozbawia słonecznej energii

Podczas rosyjskich działań wojennych na Ukrainie, 28 maja elektrownia słoneczna o mocy 3,9 MW w obwodzie charkowskim doznała szkód w wyniku ataku rakietowego agresora.

Pociski uszkodziły 416 paneli słonecznych oraz cztery inwertery, a w miejscach bombardowań utworzyły się kratery o głębokości 6 metrów i średnicy 11 m.

Elektrownia słoneczna Merefa była wówczas największą przemysłową elektrownią słoneczną w regionie Charkowa.

Jednak już pięć dni później (2 czerwca), jak tylko pracownicy zwołali odłączyć uszkodzone partie, wznowiono w niej produkcje energii z działających paneli zdolnych wciąż do wytwarzania 1,8 MW mocy.

Nagranie demonstruje skutki zbombardowania farmy fotowoltaicznej

Na tym jednak nie poprzestano. Trzy tygodnie po tamtych wydarzeniach Rosjanie rozebrali największą ukraińską farmę fotowoltaiczną, zajmującą aż 96 hektary elektrownie Tokmak, o mocy 50 MW.

W czasie, kiedy to Rosja chce rozkładać karty w kwestii europejskiej energetyki, manipulując cenami i dostępnością gazu oraz węgla, nie jest im na rękę, by ich przeciwnik miał stały dostęp do darmowego źródła energii dzięki panelom słonecznym.

Skoro zniszczenie części infrastruktury elektrowni słonecznych nie przyniosło długotrwałych rezultatów i nie uniemożliwiło Ukraińcom korzystania z modułów PV, agresor najwidoczniej stwierdził, że jedynie całkowite zawłaszczenie instalacji fotowoltaicznej pozbawi na dobre zaplecza energetycznego w tamtym regionie.

Zobacz też: Cena fotowoltaiki w 2022. Koszt transportu instalacji PV wzrósł — panel słoneczny stanowi tylko połowę zakupu

Kontrowersyjny temat: panele stoją na polu

Internetowi podjudzacze i trolle na wszelkie możliwe sposoby szukają zaczepek i chwytają się każdego absurdu i fake newsa, aby tylko zwrócić na siebie uwagę i podburzyć społeczeństwo.

Pośród komentarzy w Sieci można natknąć się na najróżniejsze nonsensowne doniesienia z każdej dziedziny. Eksperci bez zdjęć profilowych, danych osobowych na kontach i pozbawieni resztek zdrowego rozsądku bawią się w najlepsze, szerząc fantastyczne plotki także na temat… fotowoltaiki.

To niezwykłe, że po ponad dziesięciu latach od początków wdrażania fotowoltaiki na terenie Unii Europejskiej oraz Polski, wciąż znajdują się gdzieś ludzie, usiłujący przekonywać innych, że więcej ona szkodzi, niż pomaga.

Przeglądając najabsurdalniejsze z nich, można natknąć się, np. na określanie fotowoltaiki mianem azbestu XXI wieku. Tezy o radioaktywności paneli fotowoltaicznych nie mają ani jednego argumentu na potwierdzenie swoich racji. Są bezsensowne między innymi dlatego, że żaden pierwiastek, z którego wykonuje się krzemowe mono- czy też polikrystaliczne moduły PV nie jest toksyczny, a co dopiero promieniotwórczy.

Innym wyssanym z palca pomysłem, jest twierdzenie, że fotowoltaika jest wymyślnym sposobem na przemycanie zachodnich wartości do Polski, która jako ostatnia jest ostoją tzw. normalności. Modernizacja sektora energetycznego jest istotną częścią rozwoju dzisiejszej cywilizacji i utrzymania wysokiego poziomu życia XXIwiecznego społeczeństwa, emitującego za dużo CO2 oraz szkodliwych gazów cieplarnianych. Zaś stosowanie technologii wykorzystujących odnawialne źródła energii zapewnia bezpieczną dla środowiska alternatywę dla konwencjonalnych elektrowni węglowych.

Pseudo-argumentami, które także da się odnaleźć w tłumie niedorzecznych koncepcji internetowych pseudoekspertów każdej dziedziny, chcących zdemonizować fotowoltaikę, jest niszczenie przez nią środowiska, zaśmiecanie pól żelastwem, marnowanie dobrej ziemi i oddawanie ojcowizny w ręce przedstawicieli firm krzak.

Przeanalizujmy to po kolei:

  • działanie fotowoltaiki nie szkodzi środowisku — panele mają ponad 20-letni okres przydatności, przez który są w stanie produkować energię elektryczną bez wytwarzania gazów cieplarnianych, czy generowaniu szkodliwych dla przyrody produktów ubocznych.
  • stawianie na polu fotowoltaiki nie jest jego zaśmiecaniem — tereny, na których wolno zamontować panele fotowoltaiczne nie mają miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, nie mogą być objęte programami ochrony krajobrazowo-przyrodniczymi itp. Przez to ich obecność nie przyczynia się do psucia estetycznych walorów polskich panoram.
  • farma fotowoltaiczna nie marnotrawi ziemi, na której się ją stawia — do montażu elektrowni słonecznej niezbędna jest ocena gruntu. Tylko w przypadku, gdy ziemia jest klasy IV, V lub VI, zdobywa się pozwolenie na działania w kierunku postawienia farmy fotowoltaicznej. Te kategorie wykluczają bowiem rolnicze wykorzystanie gleby.
  • pole nie zostaje oddane w obce ręce — deweloperzy farm fotowoltaicznych, tacy jak Columbus, EKO Prime, Sun Hunter, czy 4 MAX Consulting są w pełni wiarygodne i mogą poszczycić się niemałym portfolio w stawianiu elektrowni słonecznych. Firmy te są również zarejestrowane w systemie KRS, a ich działania wymagają najróżniejszych pozwoleń starostów, radnych czy wojewodów. Nie tylko muszą postępować zgodne z prawem, ale i ich inwestorzy dostają dofinansowania i wsparcie ze strony UE. Ziemia, na której stawiają farmy fotowoltaiczne, w większości należąca do rolników, jest najczęściej dzierżawiona, co nie sprawia, że jej właściciele tracą ją bezpowrotnie. Należy ona wciąż do nich, a z najmu czerpią długoterminowe korzyści finansowe, co gwarantuje wcześniej spisana umowa.

Nie mając zielonego pojęcia o fotowoltaice, nie powinno się rozpowszechniać swoich kuriozalnych teorii w przestrzeni publicznej, bo szkodzą one społeczeństwu, a w szerszym spojrzeniu całemu światu, który rozpaczliwie potrzebuje alternatywnych źródeł energii w postaci OZE, a więc i fotowoltaiki.

Niektóre komentarze mogą poważnie zachwiać wiarę w skuteczność systemu fotowoltaicznego, czy też dewelopera, który latami, ciężką pracą i przy wykorzystaniu najróżniejszych nakładów budował swoją markę. Fotowoltaika na całym świecie z roku na rok rozwija się coraz prężniej, także dzięki nim i jest to niepodważalny fakt.

Firma 4 MAX Consulting zajmuje się od 2015 r. farmami fotowoltaicznymi — doradztwem w zakresie ich budowy, projektowaniem, audytami itp. Jest częścią grupy Assiduus, która jest polską spółką, będącą poważnym graczem w kwestiach ubezpieczeń i inwestycji. Solidne fundamenty oraz profesjonaliści pracujący w jej szeregach zostali docenieni przez Polską Agencję Przedsiębiorczości, od której dwukrotnie otrzymali już nagrodę za zasługi w kształtowaniu i rozwoju odnawialnych źródeł energii, na Kongresach Made in Poland. Ponadto wyróżnił ją magazyn Forbes, została uznana za laureata Nagrody Wiktoria oraz zdobyła certyfikat Wiarygodne Przedsiębiorstwo (KIDT BIG SA).

Prezesami Assiduus oraz 4 MAX Consulting są Andreas Deminger i Maciej Urban — osoby doświadczone w swoich branżach, jawne i udzielające się w wywiadach dla mediów. Dla firmy pracuje także Alfred Adamiec, wiarygodny ekonomista i prawdziwy ekspert, na którego opinie można się śmiało powoływać, nie obawiając się o fake newsy.